Umów wizytęprzez Internet!


Wybierz dogodny termin w poniższym kalendarzu i potwierdź rezerwację.

Wczytywanie kalendarza...

Powrót do kalendarza
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
01 stycznia 0000 godzina 00:00
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Karolina Kozela-Paszek
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Magdalena Węgrzyn
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: Łukasz Kowalski
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Anna Skowrońska (Furgał)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Ewelina Chrząścik
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Weronika Kubas (Bożek)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Kinga Pieleszko
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Olga Sułkowska (Habrat)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: Katarzyna Ciszek
Tutaj wpisz kod który otrzymałeś wiadomością sms.
Wysyłanie

Wysyłanie danych

Weryfikacja telefonu

Zapraszam serdecznie na bezpłatne
konsultacje w moim gabinecie.

W ramach wspólnego spotkania:

  • dokonamy szczegółowej oceny masy i składu ciała
  • przeanalizujemy Twoje potrzeby i wydatki energetyczne
  • ustalimy optymalny zakres badań laboratoryjnych

Proszę o telefon aby umówić konkretną godzinę spotkania.

tel. 536 555 000

mgr Karolina Kozela-Paszek
mgr Magdalena Węgrzyn
Łukasz Kowalski
mgr inż. Anna Skowrońska (Furgał)
mgr inż. Ewelina Chrząścik
mgr inż. Weronika Kubas (Bożek)
mgr inż. Kinga Pieleszko
mgr Olga Sułkowska (Habrat)
Katarzyna Ciszek
Ukryj kalendarz
23 Marz

Co zrobić, by tuż po porodzie nie wstydzić się własnego ciała ?!

Większość kobiet wiele by dało, by tuż po porodzie mieć masę energii, szczupłe i jędrne ciało a także jak się okazuje pozytywny nastrój i "chęć do wszystkiego". Wydaje Ci się to utopią? Marzeniem nie do osiągnięcia? 

Recepta jest BARDZO PROSTA. 

Na moim prywatnym wall'u umieściłam kilka zdjęć ze spaceru z moją tygodniową córeczką.... Posypały się komentarze, za które oczywiście serdecznie dziękuję! Dodajecie mi skrzydeł !!! 

Bez tego mam energii do podziału na 10 osób, ale z Wami mogę latać :)))

Pod jednym z komentarzy, zażartowałam, że napiszę post "ja nie zapuścić się w ciąży". Ogromna liczba lajków i prywatnych wiadomości skłoniła mnie do napisania kilku zdań i wskazówek dla przyszłych i obecnych mam :)

Jeśli któraś z Was jest zainteresowana, to oczywiście zapraszam do siebie na konsultacje on-line. Ile trzeba czekać? Po skompletowaniu wyników badań, do 14 dni. Nie udzielam porad konkretnych i dokładnych na otwartym forum internetu, gdyż każda z nas jest inna, a poradą mówiącą o konkretnych zaleceniach można pomóc - owszem, ale również zaszkodzić. Każdy organizm prezentuje odmienny stan wyjściowy i dawki/ilości wszelkich produktów diety czy suplementów ustalam indywidualnie na podstawie badań i dogłębnego wywiadu dietetycznego. Link znajduje się na głównej stronie "wizyta on-line".

 

Poniższy tekst nie służy jako wyrocznia i każda osoba zanim zacznie stosować rady powinna zasięgnąć opini specjalisty / wykonać badania.

Wszystko opisałam bardzo lakonicznie i pobieżnie. Każdy podpunkt przy indywidualnym podejściu będzie musiał być rozszerzony na minimum stronę a4 ;) 

ZDJĘCIA MOJEGO BRZUCHA wykonane są 6-7 dni po porodzie, aczkolwiek był taki już 3 dni po...

Czy ćwiczyłam mięśnie brzucha w trakcie ciąży ?NIE......Czy ćwiczyłam je na rok-dwa-trzy przed ciążą ?NIE...co robiłam ? Mam nawyk trzymania napiętego brzucha :) Będąc małą dziewczynką szalałam za filmami typu GI Jane czy filmy ze Sylvestrem Stalone kiedy to biegał po schodach w spoconym dresie i ciężką pracą szykował formę... na którymś z filmów z jego ust padła porada trzymania napiętego brzucha. To było jakieś 15-17 lat temu... zakodowałam to sobie w podświadomości :) Polecam !

Poniższe słowa mówią o zachowaniu ZDROWIA, czego skutkiem ubocznym, przyjemnym, będzie zachowanie zgrabnej sylwetki i sprawnego ciała. Punktem nadrzędnym dla mnie jak i pewnie dla każdej matki jest ZDROWIE DZIECKA. Przed każdym USG  kiedy jeszcze mała nie kopała miałam stres, czy oby na pewno wszystko w porządku ? Pewnie wiele z Was zna ten stan... 

Po okresie wspaniałej ciąży kobiety wpadają w wir pracy i opieki nad dzieckiem. W tym wszystkim zapominają o sobie. Często czują się zaniedbane, nieatrakcyjne i tłumią w sobie te uczucia. Zupełnie niepotrzebnie! Wystarczy zadbać o siebie WCZEŚNIEJ, nie "zapuścić" się w ciąży, nie tłumaczyć sobie wszystkich słodkich przekąsek "jedzeniem za dwoje" i przede wszystkim 

Jedna z Pań skomentowała post i zainspirowała mnie do napisania tych kilku zdań...Twierdzi, że kobiety NIE POWINNY WSTYDZIĆ SIĘ SWOJEGO CIAŁA. To czy powinny czy nie, to kwestia indywidualna. Jasne, że lepiej się nie wstydzić, ale cóż - tak skonstruowany jest umysł kobiety, że wiecznie jej mało. Jak pupa zgrabna, to biust przydałby się większy. Jak biust jest, to z kolei w talii nie bardzo... a włosy takie marne, a łydki za duże... i tak WIECZNIE COŚ. Pracuję już lata z klientkami, którymi "wiecznie mało", ale w pozytwnym slowa tego znaczeniu. To dla nich motywacja, by ciągle się doskonalić. O wstydzie mówimy też w kontekście charakteru danej osoby. Czy ja się wstydzę ? Hmm... raczej "potrafię sama z siebie się śmiać" i obracać w żart moje niedoskonałości. Czy się wstydziłam? Jasne że tak, zawsze miałam jakieś kompleksy :) Np. mimo wielu wielu lat treningu zawsze miałam lekki cellulit na pupie :) Niby nie ogromny, ale jednak ;) A dziś ? Śmieje się z tego :) Mam dwa piękne tatuaże z korbą rowerową i ważką - myślę że zasłaniają cellulicik i odwracają uwagę :P  Poza tym, zawsze powtarzam że od dużej pupy jeszcze nikt nie umarł, ale od otyłości trzewnej (brzusznej) zmarło już wielu :)

Nie jestem genotypem "żyły". Wszystko co mam, to zasługa pracy każdego dnia. Dieta, ruch, podejście do życia, odżywienie organizmu i słuchanie jego potrzeb.

Mój mąż tuż po porodzie wyznaje mi miłość 3x dziennie (córeczce częściej :))) - czy nie jest to miłe dla kobiety ? Być atrakcyjną, zdrową i uśmiechniętą, pełną energii mamą to jest prawdziwy SUKCES. Owszem, niekiedy wystąpią komplikacje, powikłania, ciążą jest często zagrożona. Należy wziąć jednak pod uwagę, że dzieje się tak często na nasze własne życzenie! Kobieta zdrowa, silna i dobrze odżywiona, kiedy wejdzie w stan błogosławiony, to świetnie zniesie ciążę (przyznam szczerze, że ja do 5tego miesiąca często zapominałam się, nie pamiętałam że w ciąży "muszę uważać" i w ferworze kibicowania mężowi na zawodach nieraz biegłam ile sił w nogach, ale za kilka sekund orientowałam się "hola, hola, spokojnie" i uśmiechałam w duchu sama do siebie, mówią "cała Ja" :)))

ZDROWA MAMA = ZDROWE DZIDZIA !

 

1)  Sztuką jest odpowiednio PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO CIĄŻY a więc Twoje ciało powinno być odpowiednio jędrne, gibkie i szczupłe już ok 6 miesięcy przed spodziewaną ciążą. Kiedy zatem zacząć się przygotowywać ? Jako że nieraz na zagnieżdżenie dzieciątka czeka się miesiącami a nawet latami, to warto przygotowania swojego organizmu rozpocząć w momencie poznania potencjalnego i odpowiedniego kandydata na męża i ojca. Dokładnie tak drogie Panie... tak wcześnie ! Należy wykonać przegląd "podwozia", zrobić pełny pakiet badań (krew, mocz, hormony, inne dobrane indywidualnie przez lekarza lub dietetyka prowadzącego).

 

2) Po analizie badań i przeprowadzeniu wywiadu żywieniowego, należy spokojnie i rozsądnie podejść do tematu. Wielokrotnie niestety trzeba zmienić pracę, gdy ona jest tak dużym ośrodkiem stresu że uniemożliwia zajście w ciążę. Innym przypadkiem może być praca na zmiany, która nie koniecznie będzie stresogenna, ale zupełnie zaburzy naszą naturalną równowagę hormonalną. Zmiany w diecie będą nieuniknione, chyba że faktycznie nie masz sobie nic do zarzucenia... ?

3) Zaburzenia snu, brak regeneracji, zmęczone nadnercza, osłabiona tarczyca, przewlekły stres, nieszczelne jelita, niedokwaszony żołądek. Co to wszystko znaczy? To znaczy, że obecnie mamy PLAGĘ osób która cierpi na powyższy łańcuszek zdarzeń. Kobiety "leczone" są euthyroxem, metforminą, omeprazolem, bromergonem czy innymi świństwami. Zaleczane są wyniki badań, ale nie objawy i nie pacjent. Mimo przyjmowania euthyroxu nadal nie czują się lepiej. Chodzą spać grubo po północy, śpią po 5-6 godzin. Stres, podjadanie słodyczy i ogromnych ilości glutenu, laktozy, kazeiny i białego cukru. Dlaczego ? Gdy mało śpimy zaburzone zostają grenlina i leptyna. Ciężko zatem jest nam zrzucić sadełko ale po drodze nam do czegoś słodkiego i tłustego. Najbliżej do czekolady.. jeszcze innym do ciasta czy drożdzówki. Cierpią na depresję, brak chęci do ćwiczeń, na hipoglikemię poposiłkową, wzdęcia, zaparcia, alergie, wysypki i inne cuda... Ponad 50% pacjentek która się do mnie zgłasza prezentuje powyższy stan, dlatego mocno uczulam, że zajście w ciążę bez "naprawienia" układu hormonalnego i uszczelnienia jelit nie wróży nic dobrego ani dla nas ani dla dziecka.

Niedokwaszony żołądek (wbrew powszechnej opini o jego nadkwasocie) to źródło ogromnych problemów. Nie do końca strawione resztki pokarmów białkowych (peptydy), których organizm nie jest w stanie strawic w jelitach, leżą i fermentują. Powodują przerost bakterii gnilnych a to zaburza naszą florę bakteryjną i rujnuje naszą odporność. Niestrawione produkty mogą przedostawać się powoli poprzez rozszczelnione jelito do krwioobiegu, powodując szereg chorób autoimmunizacyjnych. Dodatkowo biały cukier, słodkie bułeczki, osłabiona odporność -nasilają namnażanie się grzybów z rodzaju kandida. To już wisienka na torcie... mogłabym tak pisać i pisać, do rana nie skończę. Wniosek jest jeden:

4)  Zakwasić żołądek, uzupełnić mikrobiom jelit (najlepiej dobraną indywidualnie terapią), uszczelnić jelita (tutaj jest wiele sposobów), następnie zająć się nadnerczami, sprawdzić ich stan. Tarczyca - komplet badań, nie samo tsh !

5) Uzupełnić braki witamin i minerałów ! Większość chorób wynika właśnie z niedoborów witaminowo-mineralnych. Witamina D3 (badamy 25OH d3) powinienna wynosić powyżej 70 ng/ml! Najlepiej między 70 a 100. (mój wynik to 99 ng/ml). Nawet jeśli osiągniemy wartość 150 ng/ml, to nie będzie on toksyczny! Należy przerwać suplementację, nic więcej. Nie spotkałam jeszcze osoby która miałaby poziom powyżej 40 ng/ml...

Uzupełniamy naturalną witaminą D3 z lanoliny, zawsze w protokole z witaminą K2 MK7 (z natto). Ile ? To zależy od poziomu wyjściowego. Na 4000 IU witaminy D3 można podać 100-200 mcg witaminy K2. Nie podajemy witaminy D3 osobno!

Uzupełniamy kwasy EPA i DHA jeśli zależy nam na naszym zdrowiu i zdrowiu dziecka ! 1 gram dziennie wystarczy. Można brać tran ( do dostania na amazon) - Fermented cod liver oil lub naszą polską omega3 np z firmy Olimp Gold Omega3. Ja ją osobiście brałam...

Uzupełnić niedobory jodu (można wykonać domowy test z płynem lugola), selenu i cynku. Selen w postaci selenometioniny, cynk organiczny, chelatowany. Oba produkty brałam i biorę z firmy Olimp. Jod uzupełniamy płynem lugola. Można dodawać do kąpieli w wannie, stosować na skórę i obserwować organizm. Do kompletu dokładamy witaminę C, minimum 2-3 gramy dziennie. Warto do czystego l-askorbinianu dodać zawsze organiczną, naturalną witaminę C np. z Aceroli. 2-3 gramy witaminy C bierzemy w trzech dawkach, podawana jednorazowo w jednej większej ilości może powodować rozwolnienia.

Uzupełniamy poziom MAGNEZU, minimu 300mg dziennie. Mangez w postaci chelatowanej. Najepiej przyswajalny jest treonian magnezu, ale ma również swoją cenę... Ja brałam i biorę Chela Mag b6 forte. Nie jest to broń Boże reklama suplementów, ale zwykła rada by ustrzec Was przed kupnem najtańszego produktu z apteki...

I ostatnie - uzupełniamy poziomy witamin z grupy B wraz z folianami ! Nie przyjmujemy zwykłego kwasu foliowego, który jak pokazują ostatnie badania może wykazywać właściwości toksyczne! Witamina B6 w postaci P5P, foliany w postaci 5-MTHF, wit b12 jako metylokobalamina, witamina d3 jako niacynamid. Taka witamina b-complex to źródło energii, naturalny doping i przede wszystkim antydepresant ! (podobnie z resztą jak wit D3). Przykładowym produktem może być zestaw firmy Jarrow : B-right.

6)  Przed zajściem w ciążę KONIECZNIE DOPROWADZAMY SWÓJ ORGANIZM DO STATUSU FIT & BEAUTY a więc nie możemy się dziwić swojej sylwetce po ciąży, skoro przed nią nasz brzuch wyglądał jak śmietnik a mięśnie na ciele były głęboko skryte pod warstwą tłuszczu. Ciąża to nie choroba, zgadza się, ale nie jest to również dobry moment na odchudzanie i drakońskie ćwiczenia!

Jeśli przed zajściem w ciążę CHCESZ SCHUDNĄĆ, to zrób to minimum pół roku wcześniej, tak aby przez kolejne pół roku wzmocnić organizm, odbudować powyższe braki i już z ustabilizowaną wagą wejść w stan błogosławiony. Jeśli schudniesz mocno tuż przed ciążą, to cały jej okres będziesz borykała się z niedoborami, anemią oraz niestety mocnym uczuniem głodu i zachciankami...

7) Ciąża to NIE OKRES na "wreszcie sobie pojem, przecież mogę jeść za dwoje" ani NIE JEST TO CZAS na "jestem w ciąży mogę mieć zachcianki" ... 

W pierwszym trymestrze nie trzeba wcale zwiększać spożywanych kalorii, ale niezmiernie ważna jest dbałość o JAKOŚĆ POŻYWIENIA.

W drugim trzymestrze stopniowo dokładamy po 100, 200 aż do 300 kcal w 6-tym miesiącu

W trzecim trymestrze dokładamy po 50 kcal na każdy miesiąc. Są to oczywiście wyliczenia matematyczne. Jeśli złapie Cię refluks ciążowy (tak jak mnie) czy inne dolegliwości to jednego dnia możesz zjeść więcej, a drugiego niedojesz. Jest o zupełnie normalne. WAŻNA JEST JAKOŚĆ I GĘSTOŚĆ ODŻYWCZA POSIŁKÓW.

Po dobrym śniadaniu, obiedzie i kolacji warto położyć się na lewym boku na 30 minut. To lepiej i efektywniej dostarczy składników odżwczych Twojej dzidzi....Ważny jest spokój. Nie jedz w biegu.

Zachcianki ? A co to takiego ? Uważam, że jest to efekt nakręcenia się i ogólnie panującej opinii. Przynajmniej ja nie miałam żadnych zachcianek. Owszem, odrzuciło mnie od owsianek/jaglanek i koktajli na okres 3-4 pierwszych miesięcy, ale to chyba znak, że wcześniej stanowczo je przedawkowałam. Organizm potrzebował więcej tłuszczu, kolagenu, protein. Rozumiem to jako dobrą i naturalna kolej rzeczy. Często (80-90% dni) dzień zaczynałam od śniadania białkowo tłuszczowego jak miska świeżych warzyw z jajecznicą na boczku czy oleju kokosowym. (tak, dobrze widzisz, na boczku !)

Jeśli kobieta wcina gofry z bitą śmietaną, bo taką potrzebę odczuwa jej organizm, to jest w błędzie. To potrzeba mózgu a nie organizmu. Owszem, w ciąży zwiększamy udział węglowodanów, ale tych z dobrych źródeł (kasze, ryż, ziemniaki, bataty, płatki, pseudozboża).

8) W ciąży nie trzeba jeść 5-6 razy dziennie... wręcz przeciwnie! To może jedynie doprowadzić do cukrzycy ciężarnych... Jeśli chodzi o moją dietę, to jadłam 2-3 główne posiłki (zazwyczaj dwa - śniadanie i obiadokolację) a pomiędzy 1-2 przekąski typu owoc, domowe ciasto na które wiele razy dawałam przepisy w trakcie ciąży - sprawdź zakładkę przepisy), a także koktajle warzywno-owocowe, kilka kostek gorzkiej czekolady powyżej 80% , świeża marchew do pochrupania czy zwykła sałatka ze świeżych lub kiszonych warzyw.

9) Dzień zaczynałam od posiłku białkowo tłuszczowego. Nie spieszyłam się ze śniadaniem. Na spokojnie... Często była to wspominana jajecznica na oleju kokosowym lub boczku, do tego ogromna miska świeżych i ekologicznych warzyw (plus dodatek ziół z mojego ogródka, głównie kolendra, bazylia, pietruszka). 

Kolejny posiłek był zazwyczaj węglowodanowy, przekąska jak pisałam powyżej.

Trzeci posiłek to obiadokolacja - zazwyczaj ryba (świeża z pieca), ew bardzo rzadko mięso - różne i tłustsze i chude (zdarzała się również kilka razy wątróbka w niewielkiej ilości - podejrzewam, że wtedy gdy mój organizm sugerował braki żelaza), ziemniaki lub częściej bataty, do tego jak zawsze miska sałaty (sałata rzymska, pomidor, ogórek, papryka, świeże zioła, rukiew, sos albo na bazie jogurtu albo oliwy i octu jabłkowego).

Po kolacji często późną porą jadłam jeszcze niewielką przekąskę węglowodanową, by zapewnić sobie efektywniejszy i głęboki sen za sprawą serotoniny. Żadnych cukrów prostych! 

Pomiędzy posiłkami WODA, WODA, WODA. Mialam czas na herbaty, ale tylko na początku. Szybko minął. Piłam jedną kawę dziennie (naturalną, parzoną). Herbaty jeśli, to zielone, czerwone, rooibos. Nie było ich jednak za wiele...

10) AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA !!! Jak większość z Was wie, mam za sobą ponad 15 lat uprawiania pół-zawodowo można by powiedzieć, kolarstwa górskiego. Dokładnie rok przed zajściem w ciążę skończyłam medalowo ostatnie zawody. Z 15-20 godzin treningu w tygodniu zeszłam początkowo na 9-11 godzin (ok 6 miesięcy). Kolejne pół roku na 6-8 godzin treningu w tygodniu. Zeszłam absolutnie z intensywności. Jeden trening interwałowy w tygodniu maksymalnie, nie więcej. Do tego jedna krótka tabata ( 40 min, bieg lub rower).  Wyrzuciłam garmina i pasek tętna. Jeździłam tylko i wyłącznie dla przyjejmności. Dorzuciłam moje ukochane bieganie (1-2x w tygodniu). Wszystko po to, by nagle z objętości 20 godzin nie zejść na zero, by organizm nie dostał szoku, bym nie przytyła jak hipopotam i aby generalnie wyrównać układ hormonalny. W trakcie tego roku przygotowawczego przytyłam ok 1-2kg.

Gdy już byłam w ciąży, od drugiego miesiąca przestałam zupełnie trenować. Zaczęłam spacerować. Pierwszy trymestr 12-15km dziennie (często oddwaniałam do pacjentów lub słuchałam wykładow, audiobooków). Jestem osobą która zawsze się czegoś uczy. Nawet jak jestem w kuchni czy w łazience to lecą wykłady i wciąż czegoś nowego się dowiaduję. Nienawidzę marnować czasu, życie jest takie piękne i ciekawe !!!

W drugim trymestrze dorzuciłam pływanie (ok 10-15 min dziennie, 5x w tygodniu - w oceanie). Spacery 10-12km dziennie. W drugim trymestrze dopadło mnie lumbago, miałam 3 tygodnie wycięte z życiorysu. Wyłam z bólu leżąc na podłodze. Mimo tego utrzymywałam minimum spacerów i kąpieli. Bez ruchu więdnę. Bez słońca i aktywności jestem jak kwiat bez wody...

W trzecim trymestrze nadal czułam się dobrze. Spacerowałam jednak odpowiednio mniej, a więc 5-10 km w zależności od czasu i dyspozycji dnia. Mieliśmy sporo spraw do załatwienia, kompletowalam wyprawkę dla maleńkiej, wysyp pacjentów styczniowych z postanowieniami noworocznymi i jeszcze organizacja obozów rowerowych z mężem. Nie zawsze miałam czas. Zdarzały się dni, że mój ruch ograniczał się do zalatwień w stolicy, zakupów, gotowania i kilku pięter w domu. Cały dzień na słuchawkach i przy komputerze. Chciałam się odrobić i nie mieć zaległości w czasie gdy już nastąpi poród.

Od 38 tygodnia ciąży odliczałam dni i godziny. Wszstko miałam przygotowane, poukładane. Torba i papiery dyżurnie w aucie. Spacerowalam sporo, dodałam również schody. W ostatnie 10 dni według mojego iphone'owego licznika pokonałam około 250 pięter :))

Poród jednak nie nastąpił ! Urodziłam w 40 tygodniu i 5 dni po 30 godzinach skurczy nastąpił szybki i przyjemny, 10 minutowy poród naturalny :)))) Jednak ta kolarska siła to jest to !  

W ciąży przytyłam ok 8-9kg. Nie pilnowałam ilości jedzenia, lecz jego JAKOŚCI. Słuchałam głosu organizmu a nie głosu mózgu...

MOJĄ "NAGRODĄ" jak się śmieje mąż w ostatnie 5 dni przed porodem było dwukrotne wyjście na wyśmienite lody na gałki... Zorientowałam się, śmiejąc "Cholera, ciąża bez lodów?" Musimy to nadrobić :))) Lody warte były grzechu... przepyszne.. a samo dojście o nich i powrót pozwolił spalić pewnie minimum połowę porcji :)

Cheat Meal ? Jasne że tak. Zdarzały się wyjścia do restauracji, zdarzała się piętka białej, pysznej i chrupiącej bułki, był i kawałek ciasta drożdżowego które na święta upiekła moja mama. Był też żółty ser i obiad u teściowej (która w sumie i tak gotuje świetnie - bardzo nowocześnie i light, więc ciężko to nazwać cheat meal'em) ale jednak było to coś innego niż moja codzienna rutyna ;)

Jak widać, przy zachowaniu 90% zdrowej szamy, codziennej porcji ruchu, minimum 8 godzinach snu - wszystko da się zrobić. Czy miałam stres? Jasne! A kto go niema? Jestem osobą, która zawsze ambicjonalnie podchodzi do sprawy. Typowa "perfekcyjn żona, szefowa, dietetyk, pani domu a teraz i mama". Ten mój perfekcjonizm doprowadza mnie często do stresów. Tacy już jesteśmy. Jedyne co można robić to balansować stres. Dla mnie zbawienne są spacery i zdrowa szama :) Jak nie zjem miski sałaty dziennie to czuje się sklejona w środku, jakbym wlała w siebie super glue... polecam ten stan, uzależenia od surowizny.

 

Zmykam do spania.. u mnie już prawie 23:30. Pewnie mała koło 1:00 wstanie na karmienie, więc mam jeszcze chwilę by wpaść w fazę REM ! Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę wielu kilometrów spacerowych  :)

 

p.s. Dziś sąsiadka zaczepiła mnie gdy wychodziłam z małą na spacer. Gratulowała i pytała jak się czuję. Mówila, że mają z mężem coś dla małej i chcieliby nas odwiedzić, ale nie chciała się narzucać, bo wie, że kobiety po porodzie często mają gorsze dni, są płaczliwe, lękliwe itp tzw "baby blues" ...

Odpowiedziałam jej prosto: Mam tyle energii że mogę góry przenosić (mimo że obecnie z tygodniową dzidzią śpię max 6 godzin dziennie snem przerywanym, ale dochodzimy do wprawy i liczę na 8 godzin niebawem ;)) Wyjaśniłam jej, że ja nie mam czasu na baby blues, bo życie jest teraz tak PIĘKNE, tak PEŁNE, chcę je jeść garściami. Za każdym razem kiedy Laurka się budzi muszę ją wycałowąć i przytulić. Codziennie rano witam ją na nowo. To nasz największy skarb i iskierka. Jeśli człowiek odpowiednio się PRZYGOTUJE zarówno do ciąży, do porodu jak i do macierzyństwa to później niema czasu na baby blues czy depresje poporodowe.

Jaki jest mój sposób? Jeśli czeka mnie nieznane wydarzenie, trudna sprawa, przeżycie, to zawsze wizualizuję. Od najlepszych do najgorszych rozwiązań. Kiedy zwizualizuję te najgorsze opcje, myślę jakie są warianty i co mogę zrobić, jak żyć? Kiedy już przebrnę przez ten stan, mój mózg jest gotowy na najgorsze, ale wciąż proszę o najlepsze. Później każdy stan lepszy od najgorszego jest nagrodą...

Twój komentarz




POKAŻ