Umów wizytęprzez Internet!


Wybierz dogodny termin w poniższym kalendarzu i potwierdź rezerwację.

Wczytywanie kalendarza...

Powrót do kalendarza
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
Rezerwacja wizyty Kraków
01 stycznia 0000 godzina 00:00
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Karolina Kozela-Paszek
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Magdalena Węgrzyn
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: Łukasz Kowalski
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Anna Skowrońska (Furgał)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Ewelina Chrząścik
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Weronika Kubas (Bożek)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr inż. Kinga Pieleszko
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: mgr Olga Sułkowska (Habrat)
Kraków, ul. Grzegórzecka 73A
Dietetyk: Katarzyna Ciszek
Tutaj wpisz kod który otrzymałeś wiadomością sms.
Wysyłanie

Wysyłanie danych

Weryfikacja telefonu

Zapraszam serdecznie na bezpłatne
konsultacje w moim gabinecie.

W ramach wspólnego spotkania:

  • dokonamy szczegółowej oceny masy i składu ciała
  • przeanalizujemy Twoje potrzeby i wydatki energetyczne
  • ustalimy optymalny zakres badań laboratoryjnych

Proszę o telefon aby umówić konkretną godzinę spotkania.

tel. 536 555 000

mgr Karolina Kozela-Paszek
mgr Magdalena Węgrzyn
Łukasz Kowalski
mgr inż. Anna Skowrońska (Furgał)
mgr inż. Ewelina Chrząścik
mgr inż. Weronika Kubas (Bożek)
mgr inż. Kinga Pieleszko
mgr Olga Sułkowska (Habrat)
Katarzyna Ciszek
Ukryj kalendarz

Znowu jestem na diecie

Dieta warzywna, Cambridge, 1000kcal, tłuszczowa, Diamondów, a może modna ostatnio dieta Dukana? Która z nich zagwarantuje najszybszy ubytek kilogramów i przybliży nas do wymarzonego ideału? Wybór wcale nie jest prosty, tym bardziej, że wciąż pukają do nas nowe rozwiązania. Nie można bowiem ignorować diety Kopenhaskiej, Rozdzielnej, Księżycowej, Kosmonautów czy Hollywoodzkiej.
Znowu jestem na diecie

Gdyby Zosia, kończąc 20 lat, przy wadze 65kg chciała wypróbować po kolei i nieprzerwanie większość popularnych diet odchudzających, i na każdą z nich przeznaczyłaby tylko 2 tygodnie, to ostatnia kuracja wypadła by koło czterdziestki. Młoda Zosia stałaby się więc już bardzo dojrzałą kobietą. Gdyby każda z zastosowanych przez nią diet zakończyła się jedynie skromnym 3kg ubytkiem wagi, nasza Zosia schudła by w tym czasie blisko półtora tony.

Tymczasem waży dzisiaj 90kg, czyli wszystko wskazuje, że przez okres ostatnich dwudziestu lat przytyła więcej niż waży średniej klasy samochód osobowy.
Chociaż zaprezentowana historia Zosi wydaje się skrajnie nieautentyczna, to jednak wszystko wskazuje, że wiele w niej prawdy. Przeciętna kobieta, zaliczając przez dziesięć lat na swoim koncie od kilku do kilkunastu diet, chudnie i tyje przeciętnie kilkadziesiąt kilogramów. Każda kolejna kuracja pozostawia jednak po sobie pewien dodatkowy bagaż kilogramów, którego niestety nie da się już zrzucić.

Dietetyczny zawrót głowy

Każda dieta odchudzająca, by mogła zdobyć popularność musi się wyróżniać na tle konkurencji. Przez wiele lat, dzięki aktywnej popularyzacji medialnej prym wiodła dieta 1000 kcal ("tysiąca kalorii"). Była prosta, nieskomplikowana, wystarczyło jedynie liczyć kalorie i nie przekraczać zalecanej wartości. Ale cóż, z takimi skromnymi „atutami” nie mogła brylować zbyt długo.

Bardzo szybko została wyparta przez bardziej spektakularne i nowatorskie pomysły. Dzisiaj mamy już kilkaset najróżniejszych diet odchudzających, których oczywiście działanie potwierdzają naukowe dowody. Wiele z nich nie tylko odchudza, ale przy okazji uzdrawia. Kiedy jeszcze dowiemy się, że działają na znane piosenkarki i aktorki, ich walorami może się zachłysnąć nawet największy sceptyk.

Aby dieta mogła być atrakcyjna i tajemnicza, nie może być tuzinkowa. Do tego trzeba koniecznie zamieścić dowody, podać opinie tysięcy usatysfakcjonowanych pacjentów i oczywiście wydać książkę. Wybór wcale nie jest prosty, bo wszyscy twierdzą, że to właśnie ich sposób żywienia jest najbardziej odpowiedni i optymalny dla człowieka. Rozpoczyna się więc medialna walka o nowych wyznawców.

Kto ma rację?

Tak naprawdę nie wiadomo, więc warto wszystkich dokładnie wysłuchać. Dlatego spróbujmy...

Kiedy na przykład w posiłku rozłączymy białka i węglowodany, nasz organizm przenosi się w kolorowy świat niezwykłych doznań. Inaczej działają enzymy, hormony, bardziej wydajnie pracują jelita, jednym słowem, człowiek nie tylko chudnie, ale rodzi się na nowo. Ale zwolennicy diety tłuszczowej się z tego śmieją. To bzdura! Chudnąć i żyć zdrowo może tylko ten kto je dużo białka i tłuszczu. Możemy więc bez problemu konsumować tłuste karkówki, śmietanę i jaja na boczku.  Musimy tylko maksymalnie ograniczać cukry. Efekt? Coraz niższa waga i życie zaprogramowane przynajmniej na 100 lat.

Ale nie tak szybko. Dr Dukan ma na to inne zapatrywanie. Oczywiście węglowodany szkodzą, ale z tłuszczami przesadzać nie można. Liczy się przede wszystkim białko. Ważne jest jednak nie to, ile go jemy, ale jak je jemy. Zwykła dieta proteinowa nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ktoś wymyślił ją już prawie 40 lat temu, więc po co pracować na czyjeś konto.

Białko trzeba jeść w odpowiednich etapach. Najpierw musi być faza ataku, potem równowagi, utrwalania i na końcu stabilizacji. Wszystko odpowiednio zaprogramowane. Musi być absolutny rygor i nawet jednej gumy do żucia. Dopiero w tym tkwi cały sekret powodzenia!

Kiedy czytają to weganie, zrywają boki. Przecież sukces może zapewnić tylko odpowiednie jedzenie produktów  roślinnych i maksymalne eliminowanie wszystkiego co zwierzęce. Dzięki temu nie tylko będziemy szczupli, ale także unikniemy ryzyka miażdżycy, cukrzycy i nowotworów. Ale wyznawcy diety Diamondów są innego zdania. Musi być wszystko, ale oddzielnie i koniecznie  trzeba zacząć jeść w południe. Tylko wtedy możemy osiągnąć pełnie zdrowia, życia i szczęścia.

Gdzie w tym wszystkim logika?

Kiedy na okrągło ulegamy tym wszystkim absurdom  żywieniowym można mieć wrażenie, że rozum człowieka wybrał się gdzieś na bardzo długi spacer. Od lat próbujemy walczyć z naszą nadwagą, wymyślamy coraz to nowsze strategie, męczymy się niemiłosiernie, jemy wbrew naszej woli i wieloletnim upodobaniom. Życie większości osób z nadwagą to ciągłe pasmo nieustannych cierpień i  wyrzeczeń. Tymczasem praktycznie każda osoba która ma za sobą przynajmniej trzy kuracje odchudzające waży obecnie kilka kilogramów więcej niż na początku. Jest więc oczywiste, że organizm bez większego trudu wyczuwa zamiary, by następnie przyjąć spektakularny odwet.  To jednak nie złośliwa zemsta, lecz brutalna walka o przetrwanie. Praktykując latami pewien model odżywiania, utrwalamy w naszym mózgu określone preferencje żywieniowe. Prawdopodobnie część naszych zachowań w tym aspekcie dziedziczymy, część utrwala otaczające środowisko, resztę kształtują indywidualne uwarunkowania fizjologiczne. Nic więc dziwnego że jednych ciągnie  do potraw mącznych, innych do mięsa, a jeszcze inni uwielbiają sałatki.  Wywołując okresowy bunt pod postacią skrajnie niedopasowanej diety odchudzającej wprowadzamy w rytm dotychczasowych przemian metabolicznych kompletny chaos. Pan Kazio uwielbiający kiełbasy i jajecznicę na boczku jada teraz kiełki, otręby i grejpfruty, a Pani Halina, będąca na co dzień nałogowym łasuchem przestawia się  na gotowane kurczaki. Jaki będzie wynik? Prawdopodobnie waga każdego z nich w ciągu najbliższych dwóch tygodni diety spadnie o ok. 5 kilogramów w dół. Wszystko więc wskazuje że dieta działa. Niestety po maksymalnie trzech tygodniach skrajnych wyrzeczeń, jest niemal pewne, że Pan Kazio z resztkami otrąb w zębach z utęsknieniem zapije tłustą golonkę piwem, a Pani Halina w ciągu jednego wieczoru wykradnie wszystkie słodycze dzieciom. 

Dlaczego każda dieta działa?

Szybki ubytek kilogramów po zastosowaniu większości diet odchudzających, to  nie korzystny efekt terapii, lecz szkodliwy efekt uboczny. Jeżeli po tygodniu  waga ciała spada o 3-4 kilogramy, to zyskujemy niemal stuprocentową gwarancję, że wkrótce znów przytyjemy. Pierwsze dni to dla organizmu okres niezwykle ciężkich doświadczeń. Nie jest on bowiem w stanie w jednej chwili wypracować mechanizmów umożliwiających spalanie nowej mieszanki paliwowej.

Aktualne procesy metaboliczne odpowiedzialne za przetwarzanie dotychczas dostarczanej energii zostają  wstrzymane. Na taką okoliczność fabryki komórkowe są zupełnie nieprzygotowane. Na liniach przetwarzania energii uruchomiony zostaje alarm. W pierwszej kolejności zostają wyłączane piece spalania komórkowego, tzw. mitochondria. Zatrzymują się również taśmy transportowe, a dostarczany materiał energetyczny jest tymczasowo składowany.

W ramach postępującego kryzysu produkcyjnego organizm uruchamia tzw. procesy kataboliczne odpowiedzialne za niszczenie struktur tkankowych zużywających energię. Skoro nie można odpowiednio przetworzyć nowego surowca, istnieje konieczność zlikwidowania energochłonnych fabryk cieplnych – czyli naszych mięśni. Proces ten następuje tak szybko, że bez problemu doświadczamy to na własnej skórze. Efektem jego działania jest bowiem bardzo szybki ubytek wagi, sięgający nawet kilku kilogramów tygodniowo.

To właśnie ten spadek masy ciała dostarcza nam najbardziej przyjemnych doznań, rekompensując tym samym wszystkie trudy koszmarnej diety. Jednak mniej więcej po upływie 7-10 dni organizm opanowuje 60-70% całej sytuacji, w efekcie czego dalszy proces niszczenia struktur mięśniowych zostaje częściowo wstrzymany. Ustrój bowiem uruchomił sporą część nowych linii produkcyjnych, które są w stanie sprostać nowym wyzwaniom. Nie ma więc konieczności dalszego, szybkiego obniżania wagi, gdyż sytuacja staje się powoli opanowana. Widzimy więc, że kilogramy zaczynają  ubywać już zdecydowanie wolniej. Czy pora więc zakończyć naszą dietę?

To nie dla mnie

Powolna stagnacja nas zniechęca. Dieta staje się nie do zniesienia, a mózg coraz intensywniej przypomina nam, jak wspaniale smakowała nie dawno odstawiona pizza czy czekoladki. Nasz wzrok coraz silniej rejestruje każdy najmniejszy szczegół, a wyczulone zmysły smaku bezlitośnie pobudzają wyobraźnię. Coraz bardziej narasta w nas napięcie i uczucie bezradności. Jeszcze chwila zawahania, krótkie podsumowanie dotychczasowych wyrzeczeń, i... cóż. Znów się nie udało. Porcja pysznego ciasta ponownie wylądowała na naszym talerzu. Ta dieta chyba nie była jednak dla nas.

Dlaczego znów tyję?

Przez ostatnie kilkanaście dni odchudzającej organizm starał się żmudnie wypracować nowe mechanizmy przetwarzania dostarczanej energii i dostosować je do panującej sytuacji. I kiedy prawie się to udało, nagle... koniec kuracji i ponowne przestawienie zwrotnic. To nie tylko przekracza metaboliczne możliwości organizmu, ale także jego wyjątkową cierpliwość.  Zdobywane z kuracji na kuracje nowe doświadczenia wymuszają więc budowanie specjalnych mechanizmów radzenia sobie w skrajnie trudnych i zmieniających się sytuacjach kryzysowych. Mózg, układ nerwowy, a także system hormonów i enzymów podejmują wspólny plan działania. A oto, co ustalają wspólnie po 2-3 kuracjach odchudzających:

Postulat pierwszy: Wytężamy procesy oszczędzania energii. Przemiana materii musi funkcjonować na możliwie najniższym poziomie. Udział tkanki mięśniowej zaniżamy do niezbędnego minimum. Jeżeli tylko to możliwie, maksymalnie ograniczamy możliwość jej rozrostu.
Efekt odczuwalny: Ciało staję miękkie, traci jędrność, pojawia się cellilut. Mniej przyjaźnie znosimy niższą temperaturę.

Postulat drugi: Maksymalnie przysposabiamy komórki tłuszczowe do gromadzenia rezerw. Nie blokujemy zarówno ich rozrostu objętościowego jak również liczbowego. Muszą mieć pełen komfort działania!
Efekt odczuwalny: Szybkie nabieranie wagi po zakończeniu kuracji. Każdy powrót do poprzedniego sposobu żywienia skutkuje wyraźnie widocznym otłuszczenia ciała.

Postulat trzeci: Intensywnie bronimy komórek tłuszczowych. Ograniczany dostęp enzymów i hormonów, które mogłyby znacząco naruszać ich zapasy.
Efekt odczuwalny: mimo wytężonych starań, nasze nowe diety przynoszą coraz gorsze rezultaty, mimo, że na koleżanki działają.

Postulat czwarty: Na każdym kroku pobudzamy apetyt i, jak tylko się da, zniechęcamy do ruchu.
Efekt odczuwalny: Każdy widok jedzenia staje się nieodpartą pokusą. Nasze życie coraz bardziej krąży wokół talerza. Mamy też mniejszą ochotę do ćwiczeń, a także coraz częściej czujemy się wyczerpani i zmęczeni.

Jaką dietę wybrać?

Efektywne gubienie wagi i utrzymanie szczupłej sylwetki możliwe jest tylko wtedy, gdy organizm nie jest zmuszany do radykalnej zmiany sposobu żywienia. Wszystkie modyfikacje dietetyczne muszą być robione w sposób stopniowy i uwzględniać możliwie najbardziej wszechstronny dopływ składników odżywczych. Dzięki urozmaiconej i dobrze zbilansowanej diecie ustrój człowieka może w danej sytuacji wybrać sobie odpowiednie „narzędzia” i dostosować je do powolnie zmieniającej się sytuacji. Ani jednostronne odwracanie sposobu żywienia ani jego  prozdrowotne idealizowanie nie przynosi na dłuższą metę zadowalających wyników. Abyśmy mogli czuć się zdrowi i szczupli, nasza dieta musi spełniać następujące warunki:

  • nie może mieć żadnej nazwy typu Diamondów, Dukana, South Beach, itp.
  • nie może być całkowicie sprzeczna z naszymi upodobaniami
  • musi być tak dobrana, że nie będziemy mieć ochoty już nigdy z niej rezygnować
  • okresowe odstąpienie od wyznaczonych zasad (np. wyjazdy wakacyjne, okoliczności zawodowe, osobiste) nie powinny w ciągu 3-4 tygodni spowodować żadnego wzrostu wagi
  • nie może całkowicie eliminować produktów, które uwielbiamy, nawet jeżeli z punktu widzenia zdrowego żywienia nie są one zalecane
  • tempo chudnięcia nie powinno być większe niż 1-2 kilogramy tygodniowo w pierwszych 3-4 tygodniach, oraz 0,5 do 1 kilograma w dalszym etapie
  • starajmy się dbać o codzienną dodatkową porcję ruchu. Aktywna praca zawodowa nie może być nigdy jej usprawiedliwienie!
autor: dr Dariusz Szukała

Przeczytaj inne porady z tej kategorii

Ciche sekrety ruchu

Czerw 25, 2014 Nadwaga i otyłość

W licznych badaniach stwierdzono ponad wszelką wątpliwość ogromne znaczenie ruchu w zwalczaniu otyłości i normalizacji masy ciała . Niekiedy okazuje się on znacznie ważniejszy niż ...

czytaj więcej

Cukier nie jest taki słodki

Płatki kukurydziane zalane niskotłuszczowym mlekiem oraz szklanka soku pomarańczowego na śniadanie, powinny służyć zdrowiu i zgrabnej sylwetce. Gdyby takie danie porównać do posiłku składającego się ...

czytaj więcej
POKAŻ